Pamiętam ze swojego dzieciństwa
epizod, który zachwiał moją wiarą w szeroko pojmowaną sprawiedliwość, a także
zweryfikował generalną ufność wobec ludzi dorosłych. Miałem osiem lat i często
biegałem po podwórku z tzw. kumplami z dzielni, uganiając się za piłką. Podczas
zabaw czasami odwiedzaliśmy spożywczaka na rogu żeby kupić oranżadę, batonika
albo inną gumę Turbo. Jednemu z kolegów pożyczyłem wówczas pięć tysięcy złotych
(tak, to z Fryderykiem Chopinem). Na co je przeznaczył już nie pamiętam.
Pamiętam jednak, że długi czas nie chciał/nie mógł mi oddać, więc pewnego razu,
widząc jego mamę na balkonie, zwróciłem się do niej, opisując okoliczności w
których udzieliłem koledze pożyczki i skarżąc się, że mi nie oddał. „Trzeba
było mu nie pożyczać!” usłyszałem. Usłyszałem to jako typową zjebę. Bezsilność jakiej wówczas doznałem była
jednocześnie lekcją pokory i wdrożeniem do – raczkujących jeszcze w naszym
kraju - mechanizmów rynkowych.
Ta sytuacja dała mi jasny sygnał,
że nie wszyscy postępują honorowo. Nie wszyscy umieją się przyznać do
popełnienia błędu. A najczęściej osoby pożyczające mają trudności w świadomym ogarnianiu
swoich finansów. To naprawdę dobra lekcja dla ośmiolatka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania wszystkich! Zarówno hejterów i spamerów. Stosujcie jednak pisownię w sposób pozwalający na zrozumienie treści.