W pracy mamy normalnie wyposażoną kuchnię, a w niej duży
stół, przy którym usiąść może około dwudziestu osób. Jest regulaminowy zakaz
spożywania czegokolwiek przy stanowiskach komputerowych, więc z reguły tworzą
się kilkuosobowe grupy, udające się o różnych porach na posiłek.
Podczas wczorajszej przerwy obiadowej, najzwyczajniej w
świecie jem sobie, jem (ja też!, ja też! – słyszę w myślach dopowiadający głos
współbiesiadników) pyszny domowy żurek, aż tu nagle mych uszu dobiega pełne
charyzmy, jakże wyraziste i wycelowane we mnie stwierdzenie kolegi:
„ujebałeś się zupą” – rzekł, wskazując na zabrudzoną klapę
mojej marynarki.