środa, 4 maja 2016

Czy jesteśmy aż takimi debilami, czy zadowala nas byle gówno?



O koncertach w ramach wrocławskiej majówki słów kilka. 

Nie o artystycznej wartości ani kunszcie wykonawczym będzie to wpis, lecz o zdolnościach realizatorskich „inżynierów” dźwięku. Wspomniani panowie na cudzysłów w tytule zawodowym zasługują. Spieszę wyjaśnić dlaczego. Podkreślam jednocześnie, że nie jestem typem malkontenta narzekającego na rzeczywistość wokół, tylko zwracam uwagę na pewne fakty.
Tytułowe pytanie może i jest obrazoburcze, ale współczesna moda na brzmienie nakazuje mi czuć się debilem. Bo tylko debil zadowala się faktem, że jest pierdolnięcie z głośnika. O dynamice debil nie myśli, bo i słowo za trudne, a jak to się ma do dźwięku, to już wykracza poza jego zdolności percepcyjne. Ma być „porządny basik” i „fajne syczki”. Normalnie jak w jakimś vw golfie albo innym pastuchu w tedeiku. O tonach średnich, to nikt nie słyszał (ani ich nie usłyszał). O zróżnicowaniu dynamicznym tym bardziej, ma być po prostu głośno. W chuj głośno. A że wskaźniki wysterowania świecą się na czerwono, to kto by się tam przejmował. Na wykresie jeden wielki prostokąt. A equalizer ustawiony w tryb remizowy, czyli tzw. uśmiech Romana. Taki preset z pewnością zadowoli niejednego DJ’a, bo do potańcówy tego właśnie trzeba. Pierdolnięcia z głośnika, basu i cyków. Ale w paśmie akustycznym jest jeszcze dużo przestrzeni, i to takiej, w której gra WIĘKSZOŚĆ instrumentów. Pianina, gitary, saksofony, wokale – tak drodzy państwo, są to pasma wybrzmiewające przede wszystkim w zakresie tonów średnich i tam się „dzieje” cała muzyka. Ale jak to usłyszeć, jeżeli realizator serwuje nam subbas wywołujący wyłącznie fizyczne wibracje, będące poza zakresem słyszalności, wsparty sopranami tak bolesnymi, że siejące blachy perkusyjne wywołują poczucie jazgotu i napływającej krwi do uszu. Żal tylko artystów, bo ze sceny nie słyszą siebie tak, jak słyszy ich publiczność i co bardziej świadomi wykonawcy, z pewnością nie zgodziliby się na tak ordynarny „sound”. Ogłuszonym ścianą skompresowanego dźwięku realizatorom polecam wycieczkę zorganizowaną do pierwszej z brzegu filharmonii. Bo rozstawienie instrumentów na scenie oraz ich rolę w szeroko pojętej muzyce, trzeba  po prostu zrozumieć. Polecam także krople do oczu wyostrzające widzenie czerwonego koloru na wskaźnikach VU konsol, na których pracują. Przypominam, że ich zapalanie się oznacza osiąganie przez sygnał wartości szczytowych, skutkujące tzw. clipem, czyli przesterem, czyli nieprzyjemnymi w odbiorze zniekształceniami dźwięku. Ale to też trzeba usłyszeć. W ramach HIGIENY słuchu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania wszystkich! Zarówno hejterów i spamerów. Stosujcie jednak pisownię w sposób pozwalający na zrozumienie treści.