O koncertach w ramach wrocławskiej majówki słów kilka.
Nie o artystycznej wartości ani kunszcie wykonawczym będzie
to wpis, lecz o zdolnościach realizatorskich „inżynierów” dźwięku. Wspomniani
panowie na cudzysłów w tytule zawodowym zasługują. Spieszę wyjaśnić dlaczego.
Podkreślam jednocześnie, że nie jestem typem malkontenta narzekającego na
rzeczywistość wokół, tylko zwracam uwagę na pewne fakty.
Tytułowe pytanie może i jest obrazoburcze, ale współczesna
moda na brzmienie nakazuje mi czuć się debilem. Bo tylko debil zadowala się
faktem, że jest pierdolnięcie z głośnika. O dynamice debil nie myśli, bo i
słowo za trudne, a jak to się ma do dźwięku, to już wykracza poza jego zdolności
percepcyjne. Ma być „porządny basik” i „fajne syczki”. Normalnie jak w jakimś
vw golfie albo innym pastuchu w tedeiku. O tonach średnich, to nikt nie słyszał
(ani ich nie usłyszał). O zróżnicowaniu dynamicznym tym bardziej, ma być po
prostu głośno. W chuj głośno. A że wskaźniki wysterowania świecą się na
czerwono, to kto by się tam przejmował. Na wykresie jeden wielki prostokąt. A
equalizer ustawiony w tryb remizowy, czyli tzw. uśmiech Romana. Taki preset z
pewnością zadowoli niejednego DJ’a, bo do potańcówy tego właśnie trzeba.
Pierdolnięcia z głośnika, basu i cyków. Ale w paśmie akustycznym jest jeszcze
dużo przestrzeni, i to takiej, w której gra WIĘKSZOŚĆ instrumentów. Pianina,
gitary, saksofony, wokale – tak drodzy państwo, są to pasma wybrzmiewające
przede wszystkim w zakresie tonów średnich i tam się „dzieje” cała muzyka. Ale
jak to usłyszeć, jeżeli realizator serwuje nam subbas wywołujący wyłącznie
fizyczne wibracje, będące poza zakresem słyszalności, wsparty sopranami tak
bolesnymi, że siejące blachy perkusyjne wywołują poczucie jazgotu i napływającej
krwi do uszu. Żal tylko artystów, bo ze sceny nie słyszą siebie tak, jak słyszy
ich publiczność i co bardziej świadomi wykonawcy, z pewnością nie zgodziliby
się na tak ordynarny „sound”. Ogłuszonym ścianą skompresowanego dźwięku
realizatorom polecam wycieczkę zorganizowaną do pierwszej z brzegu filharmonii.
Bo rozstawienie instrumentów na scenie oraz ich rolę w szeroko pojętej muzyce,
trzeba po prostu zrozumieć. Polecam
także krople do oczu wyostrzające widzenie czerwonego koloru na wskaźnikach VU
konsol, na których pracują. Przypominam, że ich zapalanie się oznacza osiąganie
przez sygnał wartości szczytowych, skutkujące tzw. clipem, czyli przesterem,
czyli nieprzyjemnymi w odbiorze zniekształceniami dźwięku. Ale to też trzeba
usłyszeć. W ramach HIGIENY słuchu.