poniedziałek, 26 października 2015

Czy to już jest mobbing?


Jak przyszedłem do pracy w urzędzie, to dzieliłem pokój z dwiema osobami – doświadczonym, „Starszym Specjalistą” i praktykantką o dźwięcznym imieniu Madzia. Każde z nas miało tak ustawione biurko, że nikt nikomu nie zaglądał w monitor, a sam układ zapewniał swego rodzaju prywatność. Jednak za moimi plecami wisiał kalendarz ścienny, taki z przesuwanym okienkiem wskazującym bieżący dzień i pokazujący jeden miesiąc wstecz i jeden naprzód. Każdorazowo, gdy przychodziłem do pracy okienko na kalendarzu już było przestawione na dany - bieżący dzień. Zachodziłem w głowę, kto spośród moich współpracowników podjął się roli przestawiania okienka. Okazało się, że Madzia będąc na praktyce, z dużą pilnością obserwowała rytuały czynione przez Starszego Specjalistę i sama – najpewniej mimowolnie – wpisała się w jego schemat działań. Schemat ściśle powtarzalny, składający się ze zbioru czynności, wypracowanych przez lata, których kolejność była każdego dnia identyczna.  Rytuał ten był wykonywany przez Starszego Specjalistę bądź Madzię, w zależności od tego, które z nich pierwsze przyszło do pracy. Z reguły była to jednak ona.
           Madzia przychodziła do budynku urzędu, odbijała kartę meldując się w systemie rozliczającym czas pracy, pobierała klucz od pokoju, a będąc na miejscu, odwiesiwszy kurtkę, kierowała swe kroki w trzy miejsca. Zawsze w tej samej kolejności. Pierwszą czynnością było przestawienie okienka na kalendarzu, następnie  szła uchylić okno, po czym zabierała czajnik do toalety, żeby napełnić go wodą, a po powrocie zamykała okno i – jak na prawdziwego urzędnika przystało – robiła sobie kawę. Poza tym wszystkim Madzię cechowała średnia przytomność umysłu, co wyrażało się w generowanych przez nią sformułowaniach typu: „ale bym się poślizgła” – w odniesieniu do świeżo wypastowanej podłogi (tak, dwa razy do roku podłogi są pastowane, a informacja o tym wraz z prośbą o usunięcie zbędnych przedmiotów jest rozsyłana w systemie pocztowym). Nie wymagajmy jednak zbyt wiele od Madzi – jej zadanie polegało głównie na brakowaniu dokumentacji i obrastaniu w kartony (które zresztą na czas pastowania podłóg pomagałem jej przestawić).
Wracając do okienka na kalendarzu – jako użytkownik terminarza w telefonie i kalendarza na komputerze irytowało mnie, że ustawianie dzisiejszej daty na kalendarzu ściennym jest tak pilnie przez Madzię celebrowane. Zwłaszcza, że działo się to w mojej strefie prywatnej – przestawienie okienka wymagało wejścia za moje biurko. Zaplanowałem więc kilka działań mających na celu zburzenie uporządkowanego świata Madzi, poprzez wytrącenie jej ze schematu powtarzanych czynności. Na początek chciałem zaobserwować co się stanie, gdy przyjdę do pracy wcześniej niż ona – czy zechce przestawić kalendarz, czy też będzie się wstydziła zbliżyć do mojego biurka, podczas mojej obecności. Co zrobiła? Wykonała wszystkie poranne zadania, w tej kolejności, co zawsze, jednak z pominięciem tematu kalendarza. Cały dzień wydawała się jakaś niespokojna.
Moim następnym celem było trafienie dokładnie w moment, w którym Madzia przestawia okienko. Plan był taki, że ją nakryję na tej czynności i z pełną powagą zapytam: „co robisz za moim biurkiem?” To niestety nie doszło do skutku – nigdy nie udało mi się wejść do pokoju we właściwym czasie. Postanowiłem jednak sprawdzić, czy przesuwanie okienka na kalendarzu wykonuje na pewno w pełni świadomie. Któregoś dnia poczekałem, aż pierwsza wyjdzie z pracy i sam ustawiłem datę wskazującą kolejny – jutrzejszy dzień, licząc na to, że Madzia po przyjściu do pracy z automatu przestawi kratkę o jedno pole w prawo. Wówczas stwierdziłbym z niepokojem „czy aby na pewno dzisiaj jest –dajmy na to – dwudziesty drugi?” – obserwując uważnie jej reakcję, podczas gdy faktycznie mielibyśmy dwudziesty pierwszy dzień miesiąca. I wiecie co? Następnego dnia Madzia się spóźniła, a przychodząc do pracy po mnie, jak wiemy, nie zapuszczała w rejon mojego biurka. Data się zgadzała, a mi się misterny plan wywalił. Ot taka przygoda.

piątek, 23 października 2015

Europejska Stolica Kultury czy Kiczu?



W przyszłym roku Wrocław ma być Europejską Stolicą Kultury. Miasto ma w swoim kalendarium wiele wybitnych wydarzeń kulturalnych, m.in.  kojarzone na świecie, cyklicznie odbywające się festiwale, np. Jazz nad Odrą.
Jestem niemal w 100% przekonany, że wielu wydarzeniom kulturalnym towarzyszyć będzie oscypkowa jarmarczność, „regionalny”(!) zespół ludowy, i kulturalna elita, dla której najlepiej jest najebać się gównianym i drogim browarem pitym z plastiku w towarzystwie dymu z grillowanej, biedronkowej kiełbasy. Plenerowe wydarzenia zapełnią się tancerzami tupiącymi nogą w takt utworów, których przecież nie słuchają, lecz dobrze znają. To poprzez, no, reminiscencję.

wtorek, 20 października 2015

Jakich określeń użyć chcąc opisać naszą klasę polityczną?

Dzisiejszy wpis ma charakter polityczny i uświetniony jest fotografią odzwierciedlającą stosunek wielu Polaków do naszych "elit" rządzących. Wczorajsze, żenujące wydarzenie medialne, nazwane "Rozmową o Polsce", a będące nieudolną próbą przeprowadzenia czegoś, co jest określane jako #debata, nie miało z debatą nic wspólnego.


© by poradniksubiektywny


Nie dziwi mnie zatem stosunek zwykłych ludzi do ludzi władzy.
Jaka elita, takie określenia.

poniedziałek, 19 października 2015

Jak zdobyć sławę i pieniądze?



Proste. Wystarczy poczekać, aż Twoje dziecko będzie w wieku 7-13 lat. Wówczas należy je wysłać do któregokolwiek z tzw. talent show. Dziecko trzeba jednak jakoś przygotować do tej roli. Zapomnij o dziedzinach tanecznych. Najprościej będzie nadać mu rolę wokalisty. Tu kluczem do sukcesu są dwie sprawy: repertuar musi być odpowiednio rzewny i patetyczny (Czesław Niemen, czy też Ewa Demarczyk idealnie pasują), słowa muszą poruszać ważne, wrażliwe społecznie tematy, których dziecko obowiązkowo nie może rozumieć. Drugą istotną kwestią jest stworzenie dramatycznej historii z życia tego dziecka. Najlepiej, abyś Ty rodzicu umarł, albo ciężko zachorował. Dzieciak musi mieć cel, np. uzbierać na Twoje leczenie. Inną możliwością jest stworzenie jakiejś chwytającej za serca, smutnej historii o braku zrozumienia u rówieśników, z którymi dzieli pokój w domu dziecka. Rozwiązanie zasadniczo idealne, cechujące się gromkim wsparciem w postaci hurtowo wysyłanych sms’ów przez większość babć żyjących w okręgach pokroju Kępna, Szamotuł czy innego Dobiegniewa. Czyli tam, gdzie dobrze się ma PSL.