Jak
przyszedłem do pracy w urzędzie, to dzieliłem pokój z dwiema osobami –
doświadczonym, „Starszym Specjalistą” i praktykantką o dźwięcznym imieniu
Madzia. Każde z nas miało tak ustawione biurko, że nikt nikomu nie zaglądał w
monitor, a sam układ zapewniał swego rodzaju prywatność. Jednak za moimi
plecami wisiał kalendarz ścienny, taki z przesuwanym okienkiem wskazującym
bieżący dzień i pokazujący jeden miesiąc wstecz i jeden naprzód. Każdorazowo,
gdy przychodziłem do pracy okienko na kalendarzu już było przestawione na dany
- bieżący dzień. Zachodziłem w głowę, kto spośród moich współpracowników podjął
się roli przestawiania okienka. Okazało się, że Madzia będąc na praktyce, z
dużą pilnością obserwowała rytuały czynione przez Starszego Specjalistę i sama
– najpewniej mimowolnie – wpisała się w jego schemat działań. Schemat ściśle
powtarzalny, składający się ze zbioru czynności, wypracowanych przez lata,
których kolejność była każdego dnia identyczna. Rytuał ten był wykonywany przez Starszego
Specjalistę bądź Madzię, w zależności od tego, które z nich pierwsze przyszło
do pracy. Z reguły była to jednak ona.
Madzia
przychodziła do budynku urzędu, odbijała kartę meldując się w systemie
rozliczającym czas pracy, pobierała klucz od pokoju, a będąc na miejscu,
odwiesiwszy kurtkę, kierowała swe kroki w trzy miejsca. Zawsze w tej samej
kolejności. Pierwszą czynnością było przestawienie okienka na kalendarzu,
następnie szła uchylić okno, po czym
zabierała czajnik do toalety, żeby napełnić go wodą, a po powrocie zamykała
okno i – jak na prawdziwego urzędnika przystało – robiła sobie kawę. Poza tym
wszystkim Madzię cechowała średnia przytomność umysłu, co wyrażało się w
generowanych przez nią sformułowaniach typu: „ale bym się poślizgła” – w
odniesieniu do świeżo wypastowanej podłogi (tak, dwa razy do roku podłogi są
pastowane, a informacja o tym wraz z prośbą o usunięcie zbędnych przedmiotów
jest rozsyłana w systemie pocztowym). Nie wymagajmy jednak zbyt wiele od Madzi
– jej zadanie polegało głównie na brakowaniu dokumentacji i obrastaniu w
kartony (które zresztą na czas pastowania podłóg pomagałem jej przestawić).
Wracając do
okienka na kalendarzu – jako użytkownik terminarza w telefonie i kalendarza na
komputerze irytowało mnie, że ustawianie dzisiejszej daty na kalendarzu
ściennym jest tak pilnie przez Madzię celebrowane. Zwłaszcza, że działo się to
w mojej strefie prywatnej – przestawienie okienka wymagało wejścia za moje
biurko. Zaplanowałem więc kilka działań mających na celu zburzenie
uporządkowanego świata Madzi, poprzez wytrącenie jej ze schematu powtarzanych
czynności. Na początek chciałem zaobserwować co się stanie, gdy przyjdę do
pracy wcześniej niż ona – czy zechce przestawić kalendarz, czy też będzie się
wstydziła zbliżyć do mojego biurka, podczas mojej obecności. Co zrobiła?
Wykonała wszystkie poranne zadania, w tej kolejności, co zawsze, jednak z
pominięciem tematu kalendarza. Cały dzień wydawała się jakaś niespokojna.
Moim następnym
celem było trafienie dokładnie w moment, w którym Madzia przestawia okienko.
Plan był taki, że ją nakryję na tej czynności i z pełną powagą zapytam: „co
robisz za moim biurkiem?” To niestety nie doszło do skutku – nigdy nie udało mi
się wejść do pokoju we właściwym czasie. Postanowiłem jednak sprawdzić, czy
przesuwanie okienka na kalendarzu wykonuje na pewno w pełni świadomie. Któregoś
dnia poczekałem, aż pierwsza wyjdzie z pracy i sam ustawiłem datę wskazującą
kolejny – jutrzejszy dzień, licząc na to, że Madzia po przyjściu do pracy z
automatu przestawi kratkę o jedno pole w prawo. Wówczas stwierdziłbym z
niepokojem „czy aby na pewno dzisiaj jest –dajmy na to – dwudziesty drugi?” –
obserwując uważnie jej reakcję, podczas gdy faktycznie mielibyśmy dwudziesty
pierwszy dzień miesiąca. I wiecie co? Następnego dnia Madzia się spóźniła, a
przychodząc do pracy po mnie, jak wiemy, nie zapuszczała w rejon mojego biurka.
Data się zgadzała, a mi się misterny plan wywalił. Ot taka przygoda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania wszystkich! Zarówno hejterów i spamerów. Stosujcie jednak pisownię w sposób pozwalający na zrozumienie treści.